wtorek, 13 stycznia 2015

Z drugiej strony...

To była ta radosna, i jak najbardziej prawdziwa, strona świątecznych dwóch tygodni. 
W tle była jeszcze druga strona. Pewien niepokój o adasiowe zdrowie. 
Tak się złożyło, że niewiele przed świętami Adaś zrobił się jakiś blado - pokładający. Miewa takie okresy - przychodzi taki tydzień, czasem miesiąc, kiedy mamy poczucie, że coś jest nie w porządku, choć nie jesteśmy w stanie ani ustalić przyczyny tego stanu, ani nawet powiedzieć, co konkretnie się dzieje. 
Tym razem chyba nawet bylibyśmy skłonni podejrzewać, że problem jest natury psychicznej i wiąże się z nadmiarem świątecznych wrażeń, gdyby nie to, że zmiana nastąpiła jeszcze przed Wigilią. 
Więc niby wszystko toczyło się normalnie, ale gdzieś tam w głowie były pytania, dlaczego Adaś jest teraz taki nijaki - bez apetytu, wstaje zmęczony, przez chwile bawi się, jak gdyby nigdy nic, a zaraz potem kładzie się na podłodze i tak leży. 
Wszelkie próby powiązania różnych faktów ze sobą tworzą w mojej głowie niejasną plątaninę, z której nie wynikają żadne konstruktywne wnioski, a tylko coraz więcej znaków zapytania. Może alergia? Może do tej układanki dołączyć brak snu - bo Adaś ostatnio gorzej sypia...Ale jako skutek, czy przyczynę?
Pod koniec grudnia miało miejsce jeszcze coś. Nie jesteśmy w stanie wyjaśnić tego inaczej, niż kolejnym napadem padaczki. W poniedziałek tuż po Świętach tata został sam w domu z Adasiem, ja poszłam do pracy...
Znamy to już, niestety. Tym razem Adaś nie mówił, że światło go razi. Tym razem mówił, że nic nie widzi. Wszystko trwało na tyle długo, że tata prawie wzywał karetkę. Po tym wszystkim Adaś poprosił o picie, dużo picia i doszedł do siebie. Jak gdyby nic się przed chwilą nie działo. Nie wiemy nawet, czy pamięta cokolwiek.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza