sobota, 12 listopada 2016

Na weselu

Byliśmy jakiś czas temu na weselu. Adaś dzielnie zniósł podróż na drugi koniec Polski, a poza tym...
Wiem już, że jeśli chcę chwilę spokojnie porozmawiać, wystarczy Adasiowi dać lody. Nie muszą być nawet jakieś bardzo duże, a i tak ma zajęcie na bez mała pół godziny. Adaś je lody bardzo powoli, a czynność ta pochłania go bez reszty - świat wkoło mógłby nie istnieć. 
Testowane zresztą już wcześniej, niektórzy wiedzą.

Zostałam przy stoliku sama z Adasiem i jego lodami. Orkiestra przerwę już dawno zakończyła i grała akurat całkiem niezłe kawałki. Wszyscy poszli się bawić. My siedzimy. Moje lody już dawno zjedzone. Pogadać z synem nie bardzo się da, bo i głośno i rozmówca niezainteresowany rozmową. Poszłabym potańczyć, ale przecież nie zostawię Adasia przy stoliku samego z tymi lodami. Chyba po raz pierwszy dłużyła mi się chwila, kiedy dziecko zajęło się samo sobą i wcale mojej obecności nie wymagało. Po prostu matce zaczęło się nudzić ;) Myśli te jednak zostawiłam sama dla siebie.
W końcu Adaś zjadł. Podniósł wzrok znad pustego lodowego pucharka i jak gdyby nigdy nic zapytał:
-Mamo, chcesz pójść potańczyć?
I poszliśmy tańczyć.
Wiecie, że mało nie padłam z wrażenia?
Opcje są dwie.
Pierwsza taka, że synek sam chciał potańczyć, co jest...fajne w sumie. W ogóle Adaś dużo tańczył. Po swojemu może, ale z przyjemnością. Odkrył, że w tańcu można wirować.
Druga z kolei taka, że domyślił się, o czym mogłam myśleć. Albo odczytał (wcale zresztą na mnie nie patrząc) dyskretne, pozawerbalne sygnały. W przypadku Adasia coś absolutnie niesamowitego.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza