sobota, 11 stycznia 2014

Bal karnawałowy

Jest to pierwszy wpis w Nowym Roku. Wypadałoby napisać parę słów podsumowania poprzedniego roku, ale jakoś weny mi brakuje. Jak wena przyjdzie to jeszcze napiszę. W końcu, w pewnym sensie, cały styczeń można nazywać "początkiem roku". Jeśli jednak wena nie przyjdzie, nie zamierzam pisać na siłę, bo to nie ma sensu. Jest na tym blogu kilka takich wpisów. Nie wiem, jak odbierają je Czytelnicy, ale dla mnie są wymęczone, słabo napisane i właściwie nic nie wnoszące. 
Dochodzę tu może do ogólnego sensu (bądź bezsensu) mojego pisania, ale te rozważania zostawiam na razie dla siebie. Zresztą - nie powiem, żebym szczególnie nad tym myślała ostatnio. Myślę jedynie o tym, że kiedyś miałam dużo większą lekkość posługiwania się słowem pisanym. A teraz - no cóż....Jak to w pewnym dowcipie (w zupełnie innym kontekście) powiedział mąż do żony: "w domu siedzisz, książek nie czytasz, to i słownictwo ubogie". Niestety, coś w tym jest. Więc moim postanowieniem noworocznym jest przeczytanie zdecydowanie większej ilości książek, niż w roku ubiegłym ;) 

Po tym długim wstępie przechodzę wreszcie do rzeczy. Takie wpisy zazwyczaj bywają chaotyczne, bo trochę spraw do opisania jest. 
Adaś miał ospę wietrzną, mamy już tego pewność. Zaraz po tym, jak po miesięcznej przerwie wrócił do przedszkola, dowiedzieliśmy się, że w przedszkolu panowała ospa. Adaś przeszedł ją jednak wyjątkowo łagodnie. Mieliśmy sporo obaw, tym bardziej biorąc pod uwagę, co się dzieje przy zwykłych przeziębieniach. Tymczasem nie było nawet gorączki, a wysypka to zaledwie kilka niezbyt uciążliwych krostek. Poszliśmy do przychodni w piątek po Bożym Narodzeniu. Lekarka nie była pewna, czy to ospa i kazała nam przyjść w poniedziałek. Jak się zjawiliśmy po weekendzie, uznała, że owszem, to była ospa. Z naciskiem na była. Poczuliśmy lekkie niedowierzanie i ogromną ulgę. 

Od wtorku Adaś chodzi już do przedszkola. Miesięczna przerwa nie sprawiła, że polubił je bardziej czy mniej. Po prostu go nie lubi. Swoją niezwykle bystrą, dziecięcą logiką, wyjaśnił nam, dlaczego:
-Ja nie chcę iść do przedszkola, bo ja tam będę płakał. 
No tak...
Kiedyś - było to już dosyć dawno temu - udało się nam w rozmowie wejść na poziom konkretów. Zazwyczaj Adaś "niczego nie lubi", albo "wszystko lubi". Pewnego razu oznajmił, że przedszkola nie lubi, w przedszkolu lubi tylko obiad i drzemkę. Cóż - mówią, że prawdziwy facet ;) Wiem, dlaczego akurat jedzenie i spanie, a przynajmniej tak mi się wydaje. Jedzenie Adaś lubi, bo jedzenie jest konkretne. Masz swój talerz i patrzysz się w niego. Nie musisz widzieć koleżanki obok, widzisz przed sobą zupę. Masz zadanie do wykonania - machanie łyżką, żeby się najeść. No i zapewne pani kucharka gotuje lepiej niż mama, bo nie ukrywam, że talentu kulinarnego nie posiadam ;)
Spanie było dla mnie bardziej zagadkowe, bo w domu Adaś nie znosi spania. Nie lubił tego od czasów niemowlęcych. Byłam pewna, że w przedszkolu też nie śpi. Niedawno dowiedziałam się, że owszem Adaś nie śpi, ale wszystkie inne dzieci z jego grupy śpią. Mam więc odpowiedź. Adaś lubi spanie, bo znika "zagrożenie". Jest wtedy cicho i spokojnie. Żadnych interakcji społecznych.
Niestety, nie jest to optymistyczne.

Dzisiaj byliśmy w miejskiej bibliotece na balu karnawałowym. Adaś chciał się przebrać za słonika, ale wyobraźnia mamy nie dała rady ;) Ostatecznie zgodził się być żabką. Żabka jest zielona, a on bardzo lubi ten kolor. 
Rok temu też byliśmy na takiej zabawie. Wtedy Adaś poszedł do grupy, bawił się z dziećmi. Obok, ale jednak. Dzisiaj nie było szans. Od samego początku się wycofał. Bliskość innego dziecka była dla niego nie do zniesienia. Widziałam, jak duży dyskomfort sprawiało mu nawet to, że ktoś obok niego przeszedł. 
Te kilka miesięcy w przedszkolu nie sprawiło, że Adaś oswoił się z obecnością innych dzieci. Wręcz przeciwnie, jest dużo gorzej. 
Musieliśmy się ewakuować - poszliśmy wypożyczać książki. Radość Adasia z odnalezienia książki wypożyczanej-już-nie-wiem-ile-razy słyszałam na drugim końcu biblioteki. 

A na koniec - moja radość z przełamania schematu.
Tydzień temu byliśmy u rodziny. Podróżowanie z Adasiem to zawsze duże wyzwanie, nawet jeśli mowa o zaledwie 60 km. Podróż w jedną stronę przebiegła spokojnie. Adaś drzemał. W drodze powrotnej już nie spał. Nie płakał jednak i nie musieliśmy nigdzie stawać, a to już dużo. Całą drogę siedział grzecznie słuchając jednej piosenki. Tej samej co zwykle. "So far away" Dire Straits. Jak tylko utwór się kończy Adaś chce, żeby mu go włączyć od nowa. Przeczekaliśmy, kaseta (tak, kaseta!) leciała dalej. Udało się. Po jakimś czasie Adaś stwierdził:
-Mi się podoba, jak ta piosenka się napoczyna.
Adaś zazwyczaj nie wyraża się wprost. To miało znaczyć, że chce posłuchać jeszcze raz. Byłam tą prośbą tak zaskoczona, że długo myślałam, iż Adaś ciągle wraca do "So far away". Synek musiał się naprawdę wysilić, żeby mi przekazać, że on nie chce posłuchać tego co zwykle, że mu się inny utwór spodobał. Był na tyle zdeterminowany, że ciągnął temat do skutku. I w końcu się dogadał. Słownie. W połączeniu z przełamaniem schematu podróż - włączamy "So far away" to było naprawdę coś!

6 komentarzy:

  1. Brawo Adaś cieszę się, że te ostatnie tygodnie starego roku minęły- nowe, nowe to nowe szanse, trzymam za Was kciuki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo. Mam szczerą nadzieję, że w tym roku będzie...po prostu dobrze.
      Czego i Wam życzę :)

      Usuń
  2. MIłosz chodzi juz ponad rok a nadal nie lubi, jedno co zazdroszczę to mowa przynajmniej powie ci dlaczego, mniej wiecej, a ja się musze domyslać echh, fajna żabka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie jest łatwiej, kiedy dziecko potrafi powiedzieć o swoich uczuciach i potrzebach. Adaś ma do tego narzędzie - mówi bardzo dobrze, ale też bardzo rzadko używa tego narzędzia do komunikacji. Więc tym bardziej się cieszę.
      Mam nadzieję, że kiedyś i Ty będziesz mogła mniej się domyślać, a więcej dowiedzieć. Choć powody, dla których nie chce chodzić do przedszkola pewnie są podobne - hałas, inne dzieci...

      Usuń