A kiedy już dotarliśmy na miejsce...
...szum morza i sosnowego lasu, bezkres plaży...Jednym słowem trochę nadmorskich klimatów w fotograficznym skrócie.
Plaża
Dla Adasia plaża jest niczym wielka piaskownica. Jak zwykle był zachwycony. Zbierał muszelki, szukał bursztynów i przede wszystkim – budował zamki z piasku.
Spacery
Za chodzeniem Adaś nie przepada i zresztą nigdy nie przepadał. Pogoda jednak nie zawsze pozwalała nam siedzieć na plaży całymi dniami, choć wymagań dużych nie mamy – wiatr nam nie straszny, brak słońca nas nie odstrasza, ani nie potrzebujemy 25 stopni w cieniu. Spacery wzdłuż plaży albo nadmorski sosnowy las też mają swój urok. Chociaż ciągnęło i korciło, realnie rzecz biorąc myśleliśmy z mężem, że jeszcze nie czas na to – że Adaś za mały, że nie da rady.
Drugiego dnia naszego pobytu nad morzem, jako że pogoda była „takase”, za namową dziadków postanowiliśmy wybrać się do sąsiedniej miejscowości plażą. W końcu to nie więcej niż 2 kilometry. Z lekkim niedowierzaniem patrzyliśmy, jak Adaś dzielnie idzie i to przy wiejącym wietrze! Dopiero pod koniec skorzystał z barków taty, ale i tak byliśmy z niego bardzo dumni.
Poszliśmy też kiedyś na leśny spacer. Początkowo Adaś był sceptycznie nastawiony, a później całkiem spodobała mu się zabawa w dżunglę. Dotarliśmy na plażę, zbudowaliśmy zamek z piasku – obowiązkowo. Wiało jednak dość mocno (był to chyba najzimniejszy dzień z całego naszego pobytu nad morzem), szybko zmykaliśmy więc z powrotem.
-No i widzicie! Po co było tak daleko chodzić? – stwierdził wówczas Adaś z wyrzutem, nie doceniając chyba przyjemności samego spaceru.
Wrócił jednak równie dzielnie i (prawie) samodzielnie.
Spacer brzegiem morza. Wyruszyliśmy z Dziwnówka na wschód i mieliśmy dojść do miejscowości obok. Po przejściu pewnej odelgłości, Adaś zapytał tatę:
- Gdzie jesteśmy?
- W Dziwnówku – odparł tata, nieco inaczej chyba pojmując pytanie.
- ...okrążyliśmy całą Ziemię?! – z niedowierzaniem zapytał w końcu synek, gdyż żadne inne wytłumaczenie tej sytuacji (ruszyliśmy z Dziwnówka, przeszliśmy jakiś tam kawał drogi i znów jesteśmy w Dziwnówku) nie przyszło mu do głowy.
Nasz rekord – 2 kilometry w jedną stronę i tyle samo w drugą. A może było dalej? Może...
Cieszę się, że spacery brzegiem morza stały się dla nas osiągalne. Choćby miało to być kilkaset metrów.
Komuś może się to wydawać mało. Można twierdzić, że 6-letnie dziecko powinno bez problemu znieść 2-kilometrowy spacer, a problem z przejściem kilkuset metrów to zwyczajnie wynik rozpieszczenia i godzin spędzanych przed komputerem/telewizorem. Fizycznie przecież Adasiowi nic nie jest – poza drobną budową ciała. Może sama bym tak kiedyś myślała? Nie wiem. Nauczyłam się jednak dystansu. Dystansu do możliwości Adasia i dystansu do obiegowych sądów. Inaczej zupełnie niepotrzebnie byśmy się męczyli i frustrowali. A postępy są i przychodzą z czasem, małymi kroczkami. Zaskakują. Uczę się je doceniać.
Spacer brzegiem morza, z dzieckiem....
Spotkanie
Pewien bardzo miły wieczór.
Mieszkamy całkiem blisko siebie, a spotkaliśmy się jakieś 500 km od domu, choć niezupełnie przypadkowo. Wiedzieliśmy, że będziemy spędzać wakacje w sąsiednich miejscowościach.
Mieszkamy całkiem blisko siebie, a spotkaliśmy się jakieś 500 km od domu, choć niezupełnie przypadkowo. Wiedzieliśmy, że będziemy spędzać wakacje w sąsiednich miejscowościach.
Mamę Ignasia znałam już wcześniej. Adaś z Ignasiem poznali się nad morzem.
Adaś przygotowany był na zabawę na plaży lub na placu zabaw. Ignaś miał w planach swoje ulubione gokarty. Myślę, że to dzięki szczegółowym planom aktywności, Adaś łatwo dostosował się do zmiany. Miał wybór, mogliśmy zostać na placu zabaw, ale wybrał gokarty - pierwszy raz w życiu na gokartach! Nie mówiąc już o tym, że towarzystwo rówieśnika miało w jego oczach spore znaczenie :) Więc męska część towarzystwa ruszyła na gokarty, oczywiście kierowane i napędzane przez nieco starszą część męskiego towarzystwa, a damska - na herbatę :)
Później były gofry - o nieprzyzwoicie późnej porze ;) Usadowili się chłopcy - każdy ze swoim gofrem - na ławeczce, plecami do siebie, i zajadali. Można by nawet pomyśleć, że tak siedząc są daleko, każdy zajęty własnym gofrem, a było wręcz przeciwnie. Przyglądali się sobie i...naśladowali. Nie ma to jak rówieśnicy.
Ignaś, po wcięciu własnego gofra, zażądał kolejnego - koniecznie takiego jak ma Adaś (a my nauczeni doświadczeniem specjalnie kupiliśmy Adasiowi gofra w wersji podstawowej - z cukrem pudrem, żeby wyszedł z tego względnie czysty, więc raczej nie było czego zazdrościć ;) W drodze powrotnej z kolei Adaś zażądał "na barana" - jak Ignaś.
I szli tak sobie, obok siebie, na barana, tak jak wcześniej w przeciwną stronę też szli obok siebie trzymając się za rękę (a Adaś z reguły nie chodzi z nikim za rękę, więc to było naprawdę coś).
Adaś przygotowany był na zabawę na plaży lub na placu zabaw. Ignaś miał w planach swoje ulubione gokarty. Myślę, że to dzięki szczegółowym planom aktywności, Adaś łatwo dostosował się do zmiany. Miał wybór, mogliśmy zostać na placu zabaw, ale wybrał gokarty - pierwszy raz w życiu na gokartach! Nie mówiąc już o tym, że towarzystwo rówieśnika miało w jego oczach spore znaczenie :) Więc męska część towarzystwa ruszyła na gokarty, oczywiście kierowane i napędzane przez nieco starszą część męskiego towarzystwa, a damska - na herbatę :)
Później były gofry - o nieprzyzwoicie późnej porze ;) Usadowili się chłopcy - każdy ze swoim gofrem - na ławeczce, plecami do siebie, i zajadali. Można by nawet pomyśleć, że tak siedząc są daleko, każdy zajęty własnym gofrem, a było wręcz przeciwnie. Przyglądali się sobie i...naśladowali. Nie ma to jak rówieśnicy.
Ignaś, po wcięciu własnego gofra, zażądał kolejnego - koniecznie takiego jak ma Adaś (a my nauczeni doświadczeniem specjalnie kupiliśmy Adasiowi gofra w wersji podstawowej - z cukrem pudrem, żeby wyszedł z tego względnie czysty, więc raczej nie było czego zazdrościć ;) W drodze powrotnej z kolei Adaś zażądał "na barana" - jak Ignaś.
I szli tak sobie, obok siebie, na barana, tak jak wcześniej w przeciwną stronę też szli obok siebie trzymając się za rękę (a Adaś z reguły nie chodzi z nikim za rękę, więc to było naprawdę coś).
Wycieczki
Poza plażowaniem, spacerowaniem brzegiem morza oraz wcinaniem gofrów o nieprzyzwoitej porze były też wycieczki.
Do pobliskiego Dziwnowa do parku miniatur. Kolejki – to co Adaś lubi najbardziej. Według przewodnika czas zwiedzania to około godziny, ale my zabawiliśmy tam aż 3 godziny! Adaś musiał dokładnie poznać trasę każdej kolejki. Analizował sekwencje – najpierw jedzie ten pociąg, a potem się wymieniają. Dokładnie oglądał miejsca, w których kolejki się mijają. Dworce, na których się zatrzymują. Coś, co dla nas jest po prostu elementem krajobrazu, dla Adasia jest niezwykle skomplikowaną siecią powiązań, które próbuje poznać i które go fascynują.
Wyprawa do Niemiec - Aalbeck i Heringsdorf.
Pływanie kajakiem po Zalewie Wrzosowskim.
Na koniec jeszcze kilka nadmorskich krajobrazów.
:) I znów w tym samym czasie :)
OdpowiedzUsuńhttp://ignacowka2010.blogspot.com/2016/08/spotkania-na-koncu-swiata.html
Miło było Was spotkać!
A wakacje mieliście chyba baaaardzo urozmaicone. I piękne zdjęcia!
pozdrawiam!
Również było bardzo miło Was spotkać :)
UsuńA co do wakacji to wbrew pozorom większość czasu spędzaliśmy jednak na plaży ;)
PS. Zgadniesz, gdzie były zrobione dwa pierwsze zdjęcia spośród krajobrazów? Tak, tak - "Wasza miejscowość" a nie "nasza" ;)
Usuń